Bęcki jakie zewsząd zbiera ostatnio Donald Tusk zmusiły go prawdziwej ofensywy propagandowej. Specjalna rządowa strona poświęcona licznym sukcesom, artykuł w Gazecie Wyborczej, na jutro zapowiadane specjalne wydanie programu Moniki Olejnik, czyli kolejna autopromocja premiera w zaprzyjaźnionych mediach. Znaczy się, musi być naprawdę źle. Zdaje się, że Marcin Meller nieźle namieszał, bo mam wrażenie, że to od jego wpisu na fejsbuku zaczęła się ta gorączka. Za Mellerem poszli inni, a z każdym spontanicznie rozczarowanym celebrytą, który nie ma ochoty posłuchać wezwania Wajdy i "odpieprzyć się od Tuska", w Tusku rośnie potrzeba pochwalenia się. Bo jak sam tego nie zrobi, to jakoś coraz mniej chętnych. 

 
Skusiłam się więc i zajrzałam na stronę z sukcesami rządu, a że piękna wiosna i czasu szkoda, ograniczyłam się do jednego tylko sukcesu - udanej walki z korupcją, bo akurat na tym przykładzie łatwo można zweryfikować rzetelność rządowej propagandy. 
 
Rząd odznaczył walkę z korupcją jako zadanie wykonane, a w wyjaśnieniu podaje takie uzasadnienie.
 
"W 2008 roku powstała „Tarcza Antykorupcyjna”, czyli mechanizm współpracy między służbami specjalnymi, poszczególnymi resortami i instytucjami administracji rządowej. Celem tej współpracy jest osłona najważniejszych procesów prywatyzacyjnych i największych przetargów. Tarcza to zestaw zadań przekazanych przez premiera służbom, mechanizm przepływu informacji oraz działania służb, które mają charakter prewencyjny. W sztandarowych badaniach Transparency International Indeks Percepcji Korupcji w 2010 roku badających postrzeganie istnienia korupcji Polska osiągnęła współczynnik 5,3 (na 10 punktów, przy czym 10 oznacza brak korupcji) i znacznie poprawiła swoje notowania. W 2006 roku współczynnik ten wynosił 3,7. Obecnie Polska zajmuje trzecie miejsce wśród nowych państw UE. W 2006 roku zajmowała ostatnie."
 
Zostawmy na razie tarczę-widmo, bo to cudo Tusk się wstydzi pokazać nawet w sądzie, gdzie przyszło mu się bronić gdy grupą obywateli, która chciała tarczę na własne oczy zobaczyć. Determinacja z jaką Tusk broni tarczy świadczy o tym, że albo jej wcale nie ma i nigdy nie było, albo jest taka, że wstyd ją ludziom pokazać. Skupmy się zatem na drugiej części uzasadnienia, gdzie przywołano indeks korupcyjny Transparency International. Rząd wybrał sobie bardzo wygodne porównanie, z rokiem 2006, dzięki czemu może chwalić się skokiem z 3,7 na 5,3, choć przecież w ten sposób zaliczył sobie połowę kadencji poprzednika. Ten nielogiczny wybór dat sprowokował mnie do przyjrzenia się trochę szerzej jak Polska wypadała w kolejnych latach w tym indeksie.
 
***
 
2002 (SLD) - 4
 
grudzień 2002 - wybucha afera Rywina
 
2003 (SLD) - 3,6
2004 (SLD) - 3,5
2005 (SLD) - 3,4
 
jesień 2005 - początek rządów PiS i powstanie CBA
 
2006 (PiS, Kamiński w CBA) - 3,7
2007 (PiS, Kamiński w CBA) - 4,2
 
jesień 2007 - początek rządów PO, na czele CBA ciągle Kamiński
 
2008 (PO, Kamiński w CBA) - 4,6
2009 (PO, Kamiński w CBA) - 5,0
 
jesień 2009 - rządy PO, Kamiński wyrzucony z CBA
 
2010 (PO, Wojtunik w CBA) - 5,3
 
***
 
Nawet więc jeśli uznać, że indeks Transparency International wystarcza do oceny skuteczności walki z korupcją (osobiście tak nie uważam, to tylko indeks percepcji, który w 2002 za rządów SLD wynosił 4,0 nie dlatego przecież, że SLD było tak dobre w walce z korupcją, ale dlatego, że taka była wtedy jej percepcja w nieświadomym jej rozmiarów społeczeństwie), to i tak nie rządu Tuska w tym zasługa. Bo Polska zaczęła się piąć w rankingu po objęciu rządów przez PiS i stworzeniu CBA, a największa dynamika wzrostu przypada właśnie na rządy PiSu, i na okres gdy na czele CBA stał Mariusz Kamiński. 
 
Podsumowując zatem. W temacie "walka z korupcją" rząd z satysfakcją chwali się, że zadanie "wykonano" i za argument przedstawia jakąś mityczną tarczę, której nikt nie widział i badania, które o niczym nie świadczą. Jeśli pozostałe sukcesy i półsukcesy zostały przedstawione w oparciu o równie rzetelne przesłanki, to aż strach pomyśleć co rząd ma do powiedzenia w tych punktach, gdzie się nawet nie odważył odhaczyć sukcesu i pozostał przy dość enigmatycznym "w trakcie".
 
Na tym przykładzie widać jednak, że jest dziedzina, w której ten rząd nie ma sobie równych, a której skromnie nie uwzględnił w tabelce. To propaganda sukcesu, Tusk jest tutaj czempionem. Choć i tutaj coś się zaczyna psuć, bo ta propagan - przyznacie - wyjątkowo toporna.