Marek Magierowski: Przed chwilą Donald Tusk, z miną pokerowego gracza, przekonywał przez kilkanaście minut dziennikarzy, że postąpił słusznie, decydując się na konwencję chicagowską w sprawie badania katastrofy smoleńskiej, bo daje ona Polsce możliwość odwołania się do arbitrażu. Po czym został zapytany przez Andrzeja Stankiewicza z „Newsweeka”, gdzie jest dokument, w którym strona polska taką decyzję podejmuje i kto ten dokument podpisał. Premier odpowiedział, już z miną nieco mniej pewną, że takiego dokumentu nie ma. Przyznał też, po kolejnym pytaniu Stankiewicza, że decyzja została podjęta samodzielnie przez Rosjan i polskiemu rządowi po prostu narzucona, a my tylko byliśmy „świadomi, że tak się stanie”. Okazuje się, że Tusk nie miał w sprawie konwencji chicagowskiej nic do gadania. Premier został przyłapany na bezczelnym kłamstwie, bo wreszcie nadział się na kompetentnego dziennikarza, który zadał mu trudne pytanie.

Nie oglądałam konferencji Tuska, ale nie mam powodu nie wierzyć w relację Magierowskiego. Nie jestem tylko pewna w którym momencie Tusk "został przyłapany na bezczelnym kłamstwie" przez Stankiewicza. Czy wtedy, gdy twierdził, że decyzja o przyjęciu Konwencji Chicagowskiej zapadła z udziałem strony polskiej, czy może wtedy gdy się z tego wycofywał.

Dzisiaj Tusk jest w trudnej sytuacji, bo przekonał się jaki jest efekt przyjęcia Konwencji Chicagowskiej, jak wyglądało "śledztwo" i "współpraca", jak wygląda "raport". Nic dziwnego, że nie ma specjalnej ochoty upierać się przy tym, że Polska się zgodziła na najgorszy z możliwych tryb badania okoliczności katastrofy. Trudno powiedzieć jak naprawdę było, faktem jednak jest, że w maju, gdy sama pytałam Kancelarię Premiera o okoliczności przyjęcia takiego a nie innego trybu badania przyczyn katastrofy, otrzymałam obszerne wyjaśnienie, z którego wynikało, że strona polska z pełną świadomością przystała na Konwencję Chicagowską.

Kancelaria Premiera: Żaden z przepisów tej Konwencji nie uniemożliwia zastosowania przewidzianych w niej reguł prawnych dotyczących wypadków lotniczych do omawianej katastrofy w przypadku zgody obu zainteresowanych państw (państwa miejsca wypadku oraz państwa rejestracji statku powietrznego), co w przedmiotowej sprawie miało miejsce. Przy czym należy podkreślić, że zgodnie ze zwyczajowym prawem międzynarodowym, zgoda państw może być wyrażona w różnej formie, w tym także przez wspólne zgodne działanie. (...) Strona polska, po uzyskaniu opinii kierowanych na miejsce zdarzenia polskich specjalistów, którzy potwierdzali zasadność stosowania tej procedury przy badaniu tej katastrofy, oraz na podstawie dokonanej analizy zgodziła się na podjęcie współpracy ze stroną rosyjską w tym właśnie reżimie prawnym. Argumentami przemawiającymi za przyjęciem tego rozwiązania było w szczególności: (...) możliwość pełnego udziału przedstawicieli strony polskiej obecnych od dnia zdarzenia na miejscu katastrofy w prowadzonych badaniach – zostali oni wskazani jako akredytowany przedstawiciel Rzeczypospolitej Polskiej oraz jego doradcy (eksperci) - status ten pozwala przedstawicielowi strony polskiej na udział we wszystkich czynnościach podejmowanych przez komisję rosyjską, a także na występowanie z formalnymi wnioskami o wykonanie dodatkowych czynności stosownie do potrzeb (pkt 5.25 Załącznika) (...) Biorąc pod uwagę uzgodnioną procedurę badawczą opartą na Załączniku 13 Konwencji Chicagowskiej, która zapewnia jawność wyniku badania oraz nakłada na państwo prowadzące badanie określone obowiązki związane w szczególności z zapewnieniem możliwości udziału w procedurach powypadkowych przedstawicielom państwa rejestracji statku, oraz opinię polskich ekspertów przebywających na miejscu katastrofy co do dobrej współpracy ze stroną rosyjską przy prowadzeniu badań i zapewnienie przez stronę rosyjską możliwości wpływania polskich ekspertów na sposób prowadzenia tych badań uznano, że brak jest uzasadnienia dla kreowania nowej odrębnej procedury badania katastrofy.

Z odpowiedzi jakiej udzieliła mi w maju Kancelaria Premiera nie wynika wcale, że stronie polskiej coś narzucono, że nie miała wyjścia, nie istniały inne możliwości. Przeciwnie, wygląda na to, że decyzja polskiego rządu o zaniechaniu próby znalezienia innego sposobu badania katastrofy, została podjęta świadomie, i premier powinien mieć odwagę wziąć dzisiaj za nią odpowiedzialność. Nawet jeśli wiedząc, że "cała Polska widziała", jak wielką naiwnością wykazał się licząc na to, na co napisano, że liczył, uważa dzisiaj, że mniejszym wstydem jest udawanie, że Rosjanie nam coś narzucili a myśmy nic nie mogli, niż przyznanie, że mogliśmy ale nawet nie próbowaliśmy. Ze strachu, głupoty, wyrachowania, czy czego tam jeszcze.

Nie ma co ściemniać. W decydującym momencie premierowi polskiego rządu zabrakło albo rozeznania, albo odwagi, albo rozumienia polskiej racji stanu. Każda z tych wersji go kompromituje, pozostaje mieć nadzieję, że przed Bogiem i Historią nie uniknie odpowiedzialności, od której dzisiaj pozwolą mu uciec mało dociekliwi - z nielicznymi chlubnymi wyjątkami - dziennikarze.

Marek Magierowski: Premier zapędzony w kozi róg

Informacja Kancelarii Premiera nt. procedury
Notatka z 6 maja 2010
Ekspertyza zamówiona przez Edmunda Klicha