Zaczynam rozumieć dziwnie nerwową reakcję Marcinkiewicza na pytania Igora Janke o jego bankowe doradztwo. Były premier lobbujący przy procesach prywatyzacyjnych, w takim momencie, dla takiego klienta - Kazio świetnie wiedział, że to się raczej nie spodoba więc go niewygodne pytania o współpracę z Goldman & Sachs wyprowadziły z równowagi. Zaczynam się nawet zastanawiać czy ataki weny jego infantylnej panienki nie są próbą odwrócenia uwagi od dziwnych biznesów Marcinkiewicza. Jego biznesowa działalność budzi tyle pytań, że naprawdę jest mu teraz na rękę aby media skupiły się na analizowaniu częstochowskich rymów "Isabel" a on sam powszechnie uchodził za żałosnego pajaca jeśli to ma sprawić, że nie będą mu patrzeć na ręce. I chyba nie patrzą jeśli to plotkarski Superekspres a nie poważne działy śledcze poważnych gazet odkryły jak Kazio zarabia na kozaczki z metką.
Mniejsza jednak o Kazia, to tylko lobbysta, któremu klient płaci za jego kontakty i wiedzę, a lobbysta nie ma obowiązku dbać o interesy swojego kraju, nawet jeśli całkiem niedawno był jego premierem. Prawdopodobnie okaże się, że żadnego prawa nie złamał a to co robi jest całkowicie legalne. Zresztą co ja piszę, jakie "prawdopodobnie"? Nie "prawdopodobnie" a "na pewno", przecież służby Tuska nie znajdą żadnych nieprawidłowości w działaniach człowieka, który dopiero co zawarł jakiś tajemniczy tajny pakt z ich szefem i gdyby nie sercowe kłopoty byłby dziś lokomotywą Platformy w eurowyborach.
I tu przechodzimy do tego co jest w tym wszystkim najciekawsze i pewnie niestety nigdy nie zostanie wyjaśnione. Czy biznesy Kazia były jakąś częścią jego tajnego paktu z Platformą? Co on właściwie zawierał, że był taki supertajny? Czy w rewanżu za poparcie Platformy w eurowyborach Marcinkiewicz mógł liczyć na życzliwsze potraktowanie firm na rzecz których lobbował? Pytania same się nasuwają, w końcu tajne pakty partii rządzącej z prywatyzacyjnym lobbystą muszą rodzić wątpliwości. Mamy prawo wiedzieć na co układa się nasza władza, zwłaszcza jeśli układa się z kimś kogo opłaca bank spekulujący złotówką i szukający prywatyzacyjnych okazji.
Rzeczniczka ministra skarbu mówi o trzech spotkaniach Marcinkiewicza, dwa razy przyjętego przez samego ministra, raz przez wiceminister, dzisiaj miało się odbyć kolejne spotkanie, minister skarbu państwa miał odwiedzić siedzibę Goldman & Sachs w Londynie. Byłabym dużo spokojniejsza gdybym miała pewność, że podobne spotkania, na takim samym szczeblu, z taką samą częstotliwością, minister skarbu odbywał ze wszystkimi potencjalnymi inwestorami zainteresowanymi kupnem PGE. Czy każdy z potencjalnych kupców mógł liczyć na trzy wizyty w ministerstwie (w tym dwie u samego ministra) i rewizytę w swojej zagranicznej siedzibie? Jeśli tak, to mamy naprawdę bardzo zaangażowanego i przyjaznego inwestorom ministra.
Aleksander Grad musi rozwiać wszystkie wątpliwości dotyczące prywatyzacji PGE i udziału w niej lobbysty Marcinkiewicza, odpowiedzieć na kilka pytań: Ilu jest potencjalnych kupców? Z kim i w jakim celu w tej sprawie spotykał się on sam i jego ludzie? Czy przedstawiciele potencjalnych inwestorów spotykali się z innymi członkami rządu (premierem, wicepremierem)? Jakie są efekty tych spotkań? Czy zaplanowana na dzisiaj wizyta w siedzibie Goldman & Sachs to rutynowa wizyta ministra skarbu u każdego zainteresowanego inwestora? Czy minister leciał do Londynu specjalnie w tym celu, czy miał wpaść przy okazji załatwiania jakichś innych spraw? Zakładam, że po wszystkich spotkaniach z zainteresowanymi inwestorami minister i jego ludzie zrobili notatki służbowe, nie powinno być zatem problemu z odtworzeniem wszystkiego co się działo wokół prywatyzacji PGE, ze szczególnym uwzględnieniem relacji między lobbystą Marcinkiewiczem a członkami rządu z partii, którą na mocy jakiegoś tajnego paktu miał wesprzeć w wyborach. Chciałabym mieć pewność, że Platforma nie zamierzała odwdzięczyć się Marcinkiewiczowi za jego poparcie forami przy prywatyzacji PGE. A niestety gdyby okazało się, że Marcinkiewicz i jego płatnik byli traktowani inaczej niż inni potencjalni inwestorzy byłoby to całkiem uzasadnione podejrzenie.
Biedna "Isabel" będzie musiała znowu pocałować się z muzą, żeby przykryć prywatyzacyjne biznesy swojego chłopaka. Nie wiem tylko czy tym razem opędzi się wierszem.
Update. Pospieszyłam się z tą notką i nie sprawdziłam podstawowych faktów. Goldman Sachs International okazuje się być - w konsorcjum z UniCredit CA IB Poland - oficjalnym doradcą prywatyzacyjnym PGE, co oczywiście zasadniczo zmienia postać rzeczy i pozbawia sensu sporą część mojego wpisu. Pytań o rolę Marcinkiewicza w tej prywatyzacji i ewentualny jej związek z tajnym porozumieniem z Platformą jednak nie ubywa, wręcz przeciwnie. Teraz rozumiem z tego jeszcze mniej. Bo jeśli Goldman Sachs jest doradcą prywatyzacyjnym PGE a Marcinkiewicz pracuje dla PGE, jak mam rozumieć ten fragment jego wywiadu z Mazurkiem (to ta wypowiedź mnie zmyliła bo wynika z niej, że Marcinkiewicz doradza potencjalnemu kupcowi):
Kazimierz Marcinkiewicz: Na przykład ma być prywatyzowana duża firma energetyczna w Polsce i pewien wielki koncern zwraca się do mnie, bym mu w tym doradzał. [Ten koncern wybiera mnie a nie wielką międzynarodową firmę doradczą] bo stoi za mną najlepszy światowy bank inwestycyjny, o wielkim prestiżu i doświadczeniu, a moja wiedza jest temu koncernowi potrzebna, by taką operację zakończyć sukcesem. Moja znajomość nie tylko rynku energetycznego, ale i osób, które w tym sektorze działają, jest na pewno wielkim atutem. (...) Znam nie tylko ludzi, ale i sektor. Obejmowałem w państwie takie funkcje, łącznie z premierostwem, które pozwoliły mi na dokładne poznanie polskiej gospodarki. Akurat energetyka pozostaje w kształcie, jaki ja zaproponowałem, więc jestem odpowiednią osobą do doradzania. Robię to i biorę za to pieniądze.
Dla kogo w końcu pracuje Marcinkiewicz? Dla Goldman Sachs - doradcy prywatyzacyjnego PGE, czy dla "pewnego wielkiego koncernu" - potencjalnego kupca? Z tego co mówi Marcinkiewicz wynika, że wynajął go "pewien wielki koncern" aby mu doradzał w prywatyzacji PGE bo za Marcinkiewiczem stoi Goldman Sachs, ale przecież Goldman Sachs jako doradca prywatyzacyjny wynajęty przez PGE nie może jednocześnie pracować na rzecz podmiotu zainteresowanego kupnem firmy, której doradza. Jaka więc naprawdę jest rola Kazimierza Marcinkiewicza i dla kogo właściwie pracuje? Dla obu stron - prywatyzowanej firmy i koncernu chcącego ją kupić? Albo ja naprawdę kompletnie nie rozumiem zawiłości procesów prywatyzacyjnych albo ta prywatyzacja jest jakaś dziwna.



w kontekscie prywatyzacji PGE jasno widać, dlaczego Goldman Sachs grał na polskim złotym
pozdrawiam