Bezczelność komunistów jednak nie zna granic. Andrzej Czuma wyjechał z Polski, takiej jaką nam zbudowali partyjni koledzy Napieralskiego, bo człowiekowi odważnemu i uczciwemu bardzo trudno było w niej normalnie żyć a ten - za przeproszeniem - smark będzie go rozliczał z tego, że mając wizę turystyczną pracował, żeby zarobić na mieszkanie. W głowie się nie mieści. Szef partii, która wygnała z Polski tysiące, dziesiątki tysięcy najlepszych ludzi stracił okazję, żeby siedzieć cicho, przynajmniej dopóki wśród swoich partyjnych kolegów nie znajdzie kogoś z porównywalnym życiorysem.I charakterem.
Wprost: W pierwszym roku odsiadki doszło do incydentu, który dużo mówi o charakterze Czumy. 33-letni wówczas opozycjonista został osadzony w sześcioosobowej celi więzienia w Białołęce razem z dziesięcioma recydywistami. Gdy na jego oczach próbowali zgwałcić więźnia, wstał, roztrzaskał na podłodze taboret i stojąc z jego jedną nogą w ręku, oznajmił, że jako chrześcijanin nie pozwoli na krzywdzenie słabszego.
Andrzej Czuma jest człowiekiem wykształconym, miał nawet otwarty przewód doktorski z prawa międzynarodowego, doktoratu jednak nie zrobił bo mu w tym przeszkodziła działalność opozycyjna. Gdyby był konformistą i sprzedawczykiem, jak większość partyjnych kolegów Napieralskiego, zapisałby się do partii i konsekwentnie piął w górę, na sam szczyt, zaliczając po drodze szefowanie ZSMP i sekretarzowanie w PRON-ie. Gdyby jeszcze do tego zechciał współpracować z SB, nie musiałby w Stanach zarabiać na mieszkanie pracą fizyczną, wystarczyłoby przy okazji jednego z wyjazdów naukowych zadeklarować pomoc w "rozpoznaniu instytutów politologicznych w USA". Gdyby Czuma nie był ciężkim frajerem, miałby w systemie powszechnej szczęśliwości jaki nam zafundowali koledzy Napieralskiego wszystko. I dzisiaj byłby profesorem nauk prawnych, byłym ministrem sprawiedliwości i europosłem, a nawet honorowym obywatelem Sandomierza. Jak Jerzy Jaskiernia.
Ale Andrzej Czuma za komuny był ciężkim frajerem. Dzięki takim frajerom po kilkudziesięciu latach wyrwaliśmy się z więzienia jakie nam zbudowali zawsze wiedzący gdzie leżą konfitury koledzy Napieralskiego. Żyjemy w chorym kraju jeśli dzisiaj szef partii, która złamała życie Czumie i jemu podobnym tylko dlatego, że oni się nie dali złamać, ma czelność rozliczać Czumę z tego, że musiał w Stanach zarabiać na mieszkanie choć wizę miał turystyczną. Życiorys Czumy, ten polski i ten amerykański, powinien być dla komunistów wyrzutem sumienia, zbudowali kraj w którym ciężko było uczciwie żyć, z którego uczciwi ludzie uciekali. Ostatnią rzeczą do jakiej Napieralski ma prawo jest rozliczanie Czumy z tego czy uciekając dopełnił formalności.
Wypowiedź Napieralskiego sprawiła, że zaczynam się trochę łamać. Nie zmieniam zdania na temat wpadek Czumy, nadal też nie wierzę w to, że ma szanse jako minister, zwłaszcza teraz gdy się musi bardzo pilnować, żeby się prawdziwym decydentom nie narazić. Ale jeśli ceną za wpadki nieporównywalne z tym co pokazali choćby Jaskiernia czy Ćwiąkalski, ma być zgoda aby byle Napieralski mu skakał po brzuchu ku uciesze swoich partyjnych towarzyszy, którzy takim jak Czuma niszczyli życie to zaczynam mieć w nosie jakiekolwiek standardy.
Napieralski zwraca się do premiera i liczę, że premier mu odpowie, tak jak na to zasługuje. W tej sprawie zarówno Platforma, jak i PiS powinny stanąć murem za Czumą i odesłać Napieralskiego z jego wizowymi zastrzeżeniami na drzewo.
Napieralski na swoim blogu o Czumie



ten doktoratu nie mógł skończyć a niejaki Myszkin profesurem został