Katarzyna Wiśniewska (Gazeta Wyborcza): A o tej wszechobecności macek agentury sam opowiedział [ksiądz Zaleski] wczorajszej "Rzeczpospolitej": "W dokumentach IPN zachował się raport na temat mojego psa. Jeden z TW dostał od funkcjonariusza SB polecenie opisania psa: jakiej jest rasy, czy jest szkolony. Dla SB to były bardzo ważne wiadomości". Niech no tylko "Rzeczpospolita" wytropi tego drania, który donosił na psa ks. Zaleskiego! Mam nadzieję, że do publicznego linczu dołączą się solidarnie właściciele psów.
Niewielu jest dziennikarzy, którym poprzeczkę stawiam niżej niż Wiśniewskiej więc nie powinnam być specjalnie zaskoczona, że z całej opowieści księdza Zaleskiego o osaczeniu, strachu i brutalnych napadach, z których jeden o mały włos nie zakończył się tragicznie, za najważniejszy uznała fragment o psie, traktując go zresztą wyłącznie jako świetny materiał na dowcip zamykający kolejny antylustracyjny felieton. Dziennikarki w rodzaju Wiśniewskiej trzyma się właśnie dlatego, że nie mają zahamowań jakie miałby ktoś z innej dziennikarskiej półki dlatego w charakterze pałkarzy sprawdzają się najlepiej. A że w Agorze ostatnio zwolnienia grupowe, Wiśniewska dwoi się i troi, żeby udowodnić swoją przydatność na newralgicznym dla Gazety odcinku walki z lustracją. Redakcja powinna docenić jej poświęcenie bo nie każdy chciałby z siebie robić idiotę dla dobra Sprawy, a Wiśniewska robi. Nawet bowiem ktoś kogo bardzo rozśmieszył wywiad z Zaleskim a jego bolesne wspomnienia o strachu, bólu i zdradzie są wyłącznie pożywką do głupawych żartów, nie może być tak ograniczony, żeby nie dostrzegać jak bardzo nieśmieszna jest sprawa psa. Ksiądz Zaleski dostał psa po dwukrotnym pobiciu go przez SB. Sądząc po tym jak wyglądało drugie pobicie, nie można wykluczyć, że plany esbecji wykraczały poza tylko nastraszenie księdza, pies miał księdza bronić i pojawił się dlatego, że było oczywiste, że jest przed kim. Jeśli Wiśniewska nie rozumie, że w tym kontekście informacja o psie ma znaczenie kluczowe to jest, za przeproszeniem, idiotką. Jak się wabi, czy bardzo szczeka, czy weźmie jedzenie od obcych, czy jest groźny - to wszystko były - wtedy, w tamtym kontekście - informacje mogące kosztować życie. Dosłownie. "Nieznani sprawcy" mogli działać właśnie dzięki tym wszystkim pozornie nieistotnym informacjom, jak ta, że ksiądz wybiera się do Mistrzejowic, że wróci wieczorem, że często schodzi do piwnicy, że tam właśnie trzyma bibułę, że nie spodziewa się gości, że ma sąsiada księdza. Szczegółowe informacje o psie księdza, jeśli dałoby się je wykorzystać do unieszkodliwienia psa, mogły ułatwić trzeci napad, tym razem być może nikt by napastników nie spłoszył. Nawet Wiśniewska musi to rozumieć. I na pewno rozumie ale zawodowo nie może sobie na to rozumienie pozwolić, płacą jej za to, że umie to obśmiać i robić swoim mało wymagającym czytelnikom wodę z mózgu wmawiając, że informacja o psie jakiego dostał do obrony dwukrotnie napadnięty ksiądz była dla SB informacją nieistotną a sam napadnięty dopatrujący się jakiegoś znaczenia tej informacji jest po prostu przewrażliwiony. Myślę też, że tak jak Wiśniewska musi rozumieć jakie znaczenie ma informacja o psie obronnym dla kogoś kto chce właściciela psa napaść, tak musiał to rozumieć ten kto o psie księdza esbecji raportował. Ktoś kto znał księdza na tyle dobrze, że mógł coś powiedzieć o jego psie, miał pewnie świadomość dlaczego ksiądz tego psa dostał, wiedział też pewnie o dwóch napadach i o tym jak wyglądały, zwłaszcza ten drugi. Wiedział też jak rok wcześniej skończył inny ksiądz. Ktoś kto w takiej sytuacji, w takiej rzeczywistości, zdradza esbecji informacje o psie musi wiedzieć co robi, i na pewno wie po co jest o te informacje proszony.
Bez względu na to jak bardzo się Wiśniewska będzie silić na dowcipy, wywiad który ją do nich sprowokował to opowieść o osaczaniu i zdradzie w czasach kiedy jedni ryzykowali życiem a inni sprzedawali się za paszport i kryształowe kieliszki. I w żadnym aspekcie nie jest to opowieść zabawna choć świetnie rozumiem, że wywiady takie jak ten wczorajszy muszą doprowadzać do szewskiej pasji przyjaciół "ludzi honoru" w redakcji poświęconej przez księdza Czajkowskiego.
Ze specjalną dedykacją dla Wiśniewskiej, jakby jej brakło tematów do żartów:
Film "Zastraszyć księdza"
Były esbek grozi autorom filmu "Zastraszyć księdza"
Wiśniewska i jej debiut na lustracyjnym froncie


spuśćmy na Wiśniewską i całą Gazetę Wyborczą, zasłonę miłosierdzia!
Uczciwi ludzie tego i tak nie czytają, a jak czytają to sobie do serca nie biorą, a glupcom żadne argumenty i tak głów nie otworzą.