Bronisław Komorowski: W sposób zasadniczy różnimy się co do tego, kto zawinił i kogo należy przepraszać. Różnimy się najwyraźniej też w kwestii definicji pojęcia kindersztuba, tak chętnie używanego przez niektórych polityków PiS. Dla mnie kindersztuba to przede wszystkim nie obrażanie pań w celach czysto politycznych.

Ładnie powiedziane, szkoda, że już nieaktualne. To był komentarz marszałka do skandalicznej obrazy jakiej dopuścił się prezydencki minister Duda wobec wiceminister Chłoń-Domińczak mówiąc
"Od ponad ośmiu godzin pan premier zasłania się przed pytaniami panią minister, która jest w zaawansowanej ciąży". Ależ on wtedy oberwał od sejmowych dżentelmenów! "Podła kanalia!", "Ty bucu!", "Zejdź z trybuny, ty prostaku!". Dwa miesiące po tamtym bezprecedensowym, nieakceptowalnym, podłym i wyjątkowo chamskim ataku ministra na panią wiceminister dużo się zmieniło, zmienił się zwłaszcza smak marszałka i jego pojęcie kindersztuby, która już dopuszcza obrażanie pań w celach czysto politycznych. "Kobieta w polityce podlega takim samym regułom jak mężczyzna". To też Komorowski. Z dzisiaj. Niesamowite ile są w stanie znieść koledzy Palikota i ile są w stanie usprawiedliwić. Nawet ci najlepiej wychowani. 

A mnie Palikot nie rusza. Serio, wcale mnie nie oburza. Tak jak nie oburza mnie Lepper, a to przecież ta sama liga choć Palikot więcej czyta i lepiej wygląda w garniturze. Mam za to ubaw z udawanego oburzenia partyjnych kolegów Palikota, z tych zmarszczonych brwi, nieszczerych przeprosin, śmiesznych kar, tego całego teatru, który ma nas przekonać, że to co robi Palikot jest dla Platformy nieakceptowalne. A przecież chyba nie tylko mi łatwiej sobie wyobrazić, że Palikot zostanie szefem Platformy, niż, że istnieje jakaś granica po przekroczeniu której zostanie z niej usunięty. Nie wierzę w istnienie takiej granicy. Palikot  to obecnie twarz Platformy, jej znak firmowy, nie da się od niego odciąć. Gdyby to co robi Platformie naprawdę przeszkadzało to by tego nie robił. Po prostu.

Czas najwyższy przestać udawać. Chyba wolę Komorowskiego przyznającego, że obrażanie kobiet w celach czysto politycznych nie kłóci się z jego definicją kindersztuby jeśli tylko obrażana kobieta jest z innej partii niż Gowina deklarującego w kolejnych telewizjach swoje zniesmaczenie platformianą gwiazdą. Przecież Palikot pracuje na Gowina, ściąga do Platformy więcej wyborców niż on, konsoliduje elektorat, niszczy wroga, nie ma się o co obrażać. Wolę też chyba Rymanowskiego szczerze cieszącego się z tego, że Palikot zdecydował się kogoś obrazić akurat u niego w programie niż jego kolegów dziennikarzy z niesmakiem krzywiących się na kolejne wyskoki Palikota, dbając jednocześnie, żeby nikomu nie umknęły a jego pyszne bon-moty zostały odpowiednio nagłośnione i zapamiętane. Nie ma co udawać, media wyhodowały sobie Palikota i z niego żyją, rytualne odcinanie się od niego gdy się od dawna na niego pracuje jest trochę żałosne.

W temacie Palikota mam w zasadzie tylko jedno życzenie. Żeby mi było wolno nazwać to co robi zbydlęceniem bez narażania się  - jak ostatnio - na ataki licznych obrońców czci pana posła, którego ponoć śmiertelnie w ten sposób obrażam. Jak mawiał klasyk "trzeba przestać uważać bydło za niebydło".