Kto wie jak funkcjonuje polski chory wymiar sprawiedliwości nie ma chyba wątpliwości, że sąd nie skrewi i wyrok będzie skoro jest nań zapotrzebowanie. Nie tylko ze strony zagrożonego w swoich prezydenckich ambicjach Tuska czy mającego wyraźną obsesję na punkcie poprzednika Ćwiąkalskiego. Sądząc po tym ile uwagi poświęcają osobie Ziobry media, jego przykładne ukaranie jest obecnie, a właściwie od zawsze, sprawą najwyższej wagi. Potem już tylko wystarczy, żeby PO-PSL-SLD wprowadziły zakaz kandydowania dla osób skazanych i po Ziobrze. A jak w sondażach wyjdzie, że ludziom się takie dorzynanie watah podoba, będzie można w podobny sposób rozprawić się z resztą tej szemranej ekipy, w popełnionych przez nich przestępstwach można przebierać i wybierać według uznania bo sporo tego było. Ziobry jednak nie przebije nikt, a że kolejne jego zbrodnie dziwnie szybko znikają z mediów, przypominam niektóre z nich, żeby nikt nie mówił, że prokuratura szykanuje porządnego człowieka.
Najpierw było złamanie konstytucji. Językiem. Złamanie potwierdził wstrząśnięty (ale niezmieszany) najwyższy autorytet od tych spraw, sam Prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień. ("Zbigniew Ziobro złamał konstytucję i powinien ponieść odpowiedzialność konstytucyjną"). Śpiewak z Kaliszem nawet podpisy pod wnioskiem o Trybunał zaczęli zbierać ale szybko im przeszło i Ziobro wyłgał się w procesie cywilnym jakąś śmieszną karą kilkuset tysięcy złotych na zadośćuczynienie i przeprosiny.
Potem był mord na laptopie. Brutalny, popełniony z premedytacją w celu zatarcia śladów innych zbrodni. Cała Polska zatrzęsła się z oburzenia, zręcznie sterowanego kolejnymi medialnymi doniesieniami o pladze podobnych mordów i wypowiedziami zszokowanych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Zbigniew Ćwiąkalski: "Nie jest to sytuacja, gdzie spadł z biurka i się rozbił, tylko był świadomie niszczony". Prokurator Krajowy Marek Staszak "Nie wykluczam, że nie chodzi wcale o nieumyślne zniszczenie mienia, a sprawa ma inny podtekst". Niestety, eksperci badający zwłoki nie stanęli na wysokości zadania i nie umieli na papierze dowieść niczego z tego czym częstowali opinię publiczną anonimowo i pod nazwiskiem kolejni przedstawiciele resortu Ćwiąkalskiego. Sprawa padła, mord pozostał nieukarany ale chłopaki od Ćwiąkalskiego broni nie złożyli.
Bo przy okazji okazało się, że bezprawnie użyczał służbowego laptopa. Patrycji Koteckiej, co ustalono przy okazji sekcji zwłok zamordowanego laptopa. Ile było radości gdy prokuratorzy puszczali do mediów przecieki o możliwym ścignięciu Ziobry z art. 231 KK. Niestety, i to nie wypaliło, pewnie dlatego, że pojawiła się inna bomba i można było grzać kolejnego newsa, tym razem o grożącym Ziobrze kilkunastoletnim więzieniu.
Okazało się bowiem, że w laptopie były tajne materiały. I nawet miały prawo tam być ale nie mogły być wynoszone poza ministerstwo. A wynoszone były, do czego zresztą Ziobro sam się przyznał. I znowu pojawiło się w tunelu światełko, a nawet całkiem mocne światło bo poproszony przez TOK FM o komentarz fachowiec z WSI, niejaki Polkowski, zagrzmiał, że Ziobrze grozi za to kilkanaście lat więzienia, co oczywiście natychmiast (i na długo) zajęło wszystkie czerwone paski. Dzisiaj nikt już nie pamięta o tych obiecanych kilkunastu latach, z których nic nie wyszło ale przecież nie o to chodzi aby coś wychodziło, tylko o to, żeby wałkować temat aż się we łbach utrwali z jakim bandziorem mamy do czynienia. Tym bardziej, że na wynoszonym, użyczanym i ostatecznie zamordowanym laptopie lista zbrodni Ziobry się nie kończy.
Ziobro i jego ludzie niszczyli także dokumenty. Hurtowo. RMF "W gabinecie politycznym ministra Zbigniewa Ziobry dochodziło do niszczenia dokumentów na masową skalę. Tak wynika z wewnętrznej kontroli w resorcie sprawiedliwości. Wyniki tej kontroli są porażające". Zbigniew Ćwiąkalski "Są nowe sprawy, na przykład niszczenia korespondencji w niszczarce przez gabinet polityczny. (...) Art. 276 kodeksu karnego. Jest to przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do lat dwóch. (...) Będzie zawiadomienie do prokuratury, dlatego, że korespondencji służbowej nie można ot tak sobie niszczyć". Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Katarzyna Szeska "Zawiadomienie z Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące niszczenia dokumentów i danych informatycznych wpłynęło do prokuratury 4 marca". Minęło dziewięć długich miesięcy i końca sprawy o której tak obiecująco wypowiadał się minister nie widać. Nie dałoby się prokuratora jakoś zmotywować? Albo przekazać sprawę do Płocka?
A po drodze była jeszcze przestępcza premia dla Engelkinga i Świączkowskiego. To najnowszy hit rzeszowskiej prokuratury, która rozważa postawienie Ziobrze zarzutu przekroczenia uprawnień polegającego na niesłusznym przyznaniu Engelkingowi i Świączkowskiemu nagród (w wysokości, o ile pamiętam, 8 000 zł). Nie robiłabym sobie jednak wielkiej nadziei, że ostatecznie się odważy bo takiej szopki nawet najwierniejsi mogą nie zdzierżyć. Ale przynajmniej próbuje i rzeszowskiemu prokuratorowi zesłanie do Gołdapi z pewnością nie grozi.
To oczywiście lista dalece niepełna bo przecież były jeszcze naciski na prokuratorów, manipulowanie dowodami w śledztwie ws. afery gruntowej, inwigilowanie dziennikarzy, a nawet - jak sugerowała Monika Olejnik - dziwne osłanianie morderców Papały. Nie wiem czy znalazłby się w III RP ktoś z równie imponującym przestępczym dorobkiem. I ktoś komu prokuratury poświęciłyby tyle czasu. No ale w kraju gdzie wyłapano już wszystkich przestępców, rozbito wszystkie groźne gangi, można się pobawić w ściganie ministra sprawiedliwości za ujawnienie danych osobowych świadków członkowi Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Wielomiesięczna nagonka - bo tak to trzeba nazwać - na Ziobrę dała efekt odwrotny do zamierzonego. Oskarżeń medialnych w większości przypadków nie udało się przełożyć na akty oskarżenia, udało się natomiast stworzyć klimat w którym każdy wyrok dla Ziobry zostanie uznany za polityczną szykanę. Jeśli przez rok minister sprawiedliwości zajmuje się głównie szukaniem paragrafu na swojego poprzednika, to bez względu na to czy ten jest winien czy nie, trudno będzie uwierzyć, że względy czysto prawne miały tu jakiekolwiek znaczenie. Nie wierzy Zbigniew Hołda ("Niech Bóg ma w opiece polską prokuraturę. Jestem szczerze zdziwiony, bo byłem przekonany, że prokuratura umorzy to śledztwo. Były minister zachował się niezbyt rozsądnie, pomijając procedury, jakie obowiązują przy ujawnianiu tego rodzaju dokumentów. Jednak, by kogoś za to skazać, trzeba jeszcze dowieść społecznej szkodliwości takiego czynu. Ja takiej nie widzę"), nie wierzą pewnie nawet najwierniejsi kibice Ćwiąkalskiego trzymający kciuki za udane polowanie. Nie sądzę, żeby wierzył sam Ćwiąkalski.
A najlepsze jest to, że jeśli Stępień mówił serio, trzeba by postawić przed Trybunałem Stanu sporą gromadkę, z samym Ćwiąkalskim na czele.
Jacek Żakowski: Konstytucja gwarantuje domniemanie niewinności. Czy z tego wynika, że każdy funkcjonariusz publiczny, urzędnik, prokurator, minister, premier wypowiadający się co do czyjejkolwiek winy narusza konstytucję?
Jerzy Stępień: Oczywiście. (...)
Jacek Żakowski: Czy minister Ziobro wypowiadając się co do winy doktora G. naruszył konstytucję?
Jerzy Stępień: Moim zdaniem tak.
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że tamta wykładnia konstytucji dotyczyła wyłącznie Ziobry i nie miałaby zastosowania do Ćwiąkalskiego (ani do żadnego innego przedstawiciela obecnej władzy tak chętnie rozprawiającego o licznych zbrodniach Ziobry, Kaczyńskiego czy Kamińskiego). Zresztą dzisiaj nikt Stępnia o nic nie pyta, on sam też się nie wyrywa bo Ziobro nie jest przecież prominentnym łapówkarzem, żeby w jego obronie przywoływać konstytucję ale może Jacek Żakowski wróciłby do tematu? Bardzo jestem ciekawa jak by się dzisiaj Stępień wykręcił od osądzenia Ćwiąkalskiego za to za co z taką łatwością osądził Ziobrę, wysyłając go przed Trybunał Stanu.
Ziobro jest strasznie irytujący i większość problemów sam sobie zafundował bo powinien wiedzieć, że będzie na cenzurowanym jak żaden minister przed nim i po nim. I trzeba się było pilnować. Nie usprawiedliwia to jednak cyrku jaki odstawiają ludzie Ćwiąkalskiego. No ale w końcu do tego właśnie sobie Tusk najął Ćwiąkalskiego. Który, to mu trzeba oddać, ma przynajmniej poczucie humoru na swój temat "Nigdy nie stawiałem się w roli osoby, która ma szukać haków na PiS. Prokuratura prowadzi sprawy i w zależności od oceny materiału dowodowego, bez jakichkolwiek nacisków, podejmuje decyzje".
A świstak siedzi i zawija...
Jak upolowano Ziobrę


