W świetle dzisiejszego porannego "czyszczenia" pałacowego obejścia, inaczej wygląda sprawa samej tablicy, tak pośpiesznie przygotowanej, zamontowanej i odsłoniętej. Wygląda na to, że była ona potrzebna jako podkładka pod dzisiejszą akcję.
Decyzja o usuwaniu ludzi spod krzyża nie zapadła dzisiaj w nocy, nie zapadła też wczoraj, bo takich decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień. Rozwiązanie siłowe musiało być rozważane od jakiegoś czasu, szukano dogodnego pretekstu, który pozwoli ludzi usunąć, ale tak, żeby nie wyglądało, że chodzi tylko o nich. Zabezpieczenie pirotechniczne uroczystości to wygodny, bo w miarę wiarygodny powód. Ostateczna decyzja zapadła pewnie krótko przed tym jak Kancelaria Prezydenta zwróciła się o zgodę na tablicę, i tę tablicę zamówiła. Bo tablica stała się pilnie potrzebna gdy stało się jasne, że ludzie, a pewnie i sam krzyż, będą wkrótce usuwani. Żeby to łatwiej sprzedać opinii publicznej, tablica - jakakolwiek - musiała zawisnąć przed jeszcze akcją. Nie było więc czasu ani na konsultacje, ani na zapraszanie kogokolwiek.
Mam wrażenie, że już wczoraj było wiadomo co się stanie dzisiaj nad ranem, a przynajmniej - że rozważany jest wariant siłowy, a może nie tylko rozważany ale zaplanowany. Mieliśmy więc dość zaskakujące, zważywszy na to, że sitting pod krzyżem trwa już długo, zgodne wypowiedzi Celińskiego, Lisa i Palikota o konieczności użycia siły. Jak raz, zaraz po tym jak z góry to użycie siły usprawiedliwili, ono nastąpiło. Jeśli przyjąć - a to więcej niż pewne - że dzisiejsza akcja nie jest wymyślonym naprędce spontanem niekonsultowanym z prezydentem, pewne jest także, że informacja o tych planach przeciekała, a ci do których przeciekła, skorzystali z okazji, żeby urobić opinię publiczną. Nikt chyba nie uwierzy, że Palikot wczoraj wieczorem nie wiedział co się stanie nad ranem.
Nie dziwią więc też kolejne kroki, czyli typowa dla Platformy przykrywka "na Palikota", którą sam Palikot szczerze opisywał w wywiadzie.
Janusz Palikot: Przyjdzie taki dzień, że Jarosław będzie już rozmawiał z siłami ostateczności. Być może jeszcze w tym roku. I wówczas uznamy, że to był naprawdę dobry rok. Tego się trzymam, w to wierzę.
Palikot nie ma jaj, żeby swoje życzenie wyrazić wprost, ale i tak jest zrozumiałe. W Gazecie Wyborczej pewnie znajdą jakąś inną interpretację tego wpisu, tak jak znaleźli dla okrzyków "jeszcze jeden!", które podobno były tylko niewinną prośbą o bisy "Barki", ale czytelnicy Palikota zrozumieli ten wpis zgodnie z intencjami autora. I pewnie to on stanie się dzisiaj tematem dnia, spełni więc swoją funkcję, skutecznie odwracając uwagę od rozpisanej na role i realizowanej od kilku dni akcji "neutralizowania" krzyża pod pałacem.
Sporu o krzyż nie powinno być i nie musiało być. Ale jest. I bez względu na to kto ma jaki wkład w to, że jest i że jest coraz bardziej gorący, to od prezydenta, który wygrał wybory pod hasłem "Zgoda buduje" i deklaruje, że chce być "prezydentem wszystkich Polaków" oczekiwałabym minimum odwagi. Trzeba się nauczyć wychodzić do ludzi, trudne decyzje trzeba umieć wytłumaczyć, nie załatwiać ich Michałowskim i Palikotem. To co mnie najbardziej irytuje w tej akcji, to rżnięcie głupa. Fatalny omen dla tej prezydentury, nie wiem czy Palikotowi starczy inwencji na całe pięć lat.


