Jarosław Kaczyński wykonał właśnie ogromny krok wstecz, choć przecież zmiana retoryki musiała go najwięcej kosztować, a wyborczy wynik powinien przekonać go, że była warta swojej ceny. Bo choć pewnie dziesiątki razy nie powiedział tego co chciał, i jak chciał, ale za to powiększył grono tych, którzy go posłuchali. A w polityce tylko to się liczy. Zachowanie Kaczyńskiego jest nawet po ludzku zrozumiałe, ale polityk na takie ludzkie odruchy nie może sobie pozwalać.
I naprawdę nie ma znaczenia, że wszystko co Kaczyński powiedział w wywiadzie się broni, i że ma prawo do takich emocji. W świat idzie wynik, a ten można odczytać z reakcji obserwatorów - euforia wrogów Kaczyńskiego i zwątpienie tych, którzy są mu życzliwi, albo po prostu chcieliby mieć silną opozycję w kraju bez silnych mediów. Jeśli więc Kaczyński będzie się sam przed sobą usprawiedliwiał, że przecież powiedział prawdę, powinien sobie zadać pytanie, czy ta prawda na pewno była warta tych reakcji. Tym bardziej, że nie powiedział nic nowego, więc nie ma ona nawet żadnej wartości informacyjnej. Jest wyłącznie pożywką dla palikoterii. No i pozbawia nadziei tych, którzy po ostatnich wyborach uwierzyli, że Kaczyński znalazł wreszcie sposób na siebie, jakiś kompromis między własnym temperamentem, a trudną sztuką zdobywania poparcia. Jeśli ten wywiad nie jest tylko incydentem, efektem ogromnego zmęczenia i zrozumiałej frustracji spowodowanej tym co się dzieje wokół "wyjaśniania" tragedii smoleńskiej, to czarno widzę to wszystko. Z takim Kaczyńskim łatwo będzie wygrać.







Zresztą Materazzi grał chamsko od zawsze, wszyscy piłkarze włoskiej ligi o tym gadali.
Idę kupić Rzepę.