Palikot wyrzucany z Platformy po raz 7316. Monika Olejnik spieszy z odsieczą.
Monika Olejnik: Janusz Palikot lubi ryzykować. Uwielbia atakować Grzegorza Schetynę, ale najfajniejszym bohaterem jest Lech Kaczyński. Pan prezydent nieraz usłyszał od Palikota, że jest jednojajowym bliźniakiem, bachorem, który słucha się mamy i brata, albo że jest trupem na wrotkach. Janusz Palikot martwi się o zdrowie prezydenta i o to, czy na trzeźwo podejmuje decyzje. (...) Co zrobi partia z Januszem Palikotem? Może go zawiesić, dać mu naganę, może go wyrzucić. Może mu każe wpisywać przez dwadzieścia parę dni, które pozostały do rozstrzygnięcia prawyborów Platformy Obywatelskiej, w swoim blogu "jestem głupi i nazywam się Janusz Palikot". Partii Platforma Obywatelska nie oburza to, iż urzędujący minister spraw zagranicznych kpi z głowy państwa, mówiąc, że prezydent nie powinien się zachowywać jak zuch i wałęsać się po górach Kaukazu. Mało kogo oburza, że mówi - można być niskim, ale nie małym. Można być dużym i małym.
Lipiec 2010
Palikot wyrzucany z Platformy po raz 7319. Monika Olejnik spieszy z odsieczą.
Monika Olejnik: Nikt nigdy nie kwestionował dobrego charakteru Lecha Kaczyńskiego poza tym, że mówiło się o nim, że jest kłótliwy. Ale dziennikarze zawsze podkreślali, że ma poczucie humoru i jest sympatyczny.[…] Nie jest też prawdą, że przez pięć lat Lech Kaczyński był bezpardonowo atakowany, nie jest prawdą, że wyzywano go kloacznym językiem, i nie jest prawda, że podważano jego patriotyzm. Natomiast to, co przez te ostatnie dni dostaje Komorowski, w głowie się nie mieści. (...) Po co go wyrzucać, skoro nikt inny tak zgrabnie i ładnie nie odpowie posłom PiS-u?
Zmieniają się pory roku, zmieniają się wrogowie Palikota i powody dla których jest "wyrzucany" z Platformy, nie zmienia się jedno - Monika Olejnik zawsze gotowa pospieszyć z pomocą swojemu ulubieńcowi. A że ciut się zmieniły okoliczności, bo prezydentowi się w międzyczasie zmarło, trzeba dzisiaj udawać, że to co się pisało jeszcze cztery miesiące temu o tym jak jest "krytykowany" Lech Kaczyński, nigdy nie miało miejsca, bo choć "pan prezydent nieraz usłyszał od Palikota, że jest jednojajowym bliźniakiem, bachorem, który słucha się mamy i brata, albo że jest trupem na wrotkach" to przecież "nie jest prawdą, że przez pięć lat Lech Kaczyński był bezpardonowo atakowany, nie jest prawdą, że wyzywano go kloacznym językiem", tak samo jak nie jest prawdą, że był nazywany "chamem" (Sikorski), "durniem" (Wałęsa) czy "skurwysynem"(Wałęsa), a nawet jeśli był, to przecież nie można tego nazywać "bezpardonowymi atakami" czy "kloacznym językiem". Listę bluzgów jakie zaliczył Kaczyński można ciągnąć w nieskończoność, a sporą ich porcję znaleźć w archiwach programów samej Moniki Olejnik.
Rozumiem dlaczego Olejnik bagatelizuje ataki na Kaczyńskiego, rozumiem też dlaczego broni Palikota, rozumiem nawet to, że nie szanuje inteligencji czytelnika. Nie rozumiem tylko dlaczego nie szanuje własnych słów.
PS. Cytaty z felietonu "Ogary poszły w las" wzięłam od Rosemanna.


