Polska: Prokuratura Warszawa-Praga bada, czy wiceprzewodniczący komisji hazardowej Bartosz Arłukowicz stoi za przeciekiem zeznań Ryszarda Sobiesiaka - podało Radio Zet. Funkcjonariusz CBA miał zeznać w prokuraturze o kontaktach posła Lewicy z dziennikarzami jednej z gazet.

Skąd funkcjonariusz wie o kontaktach Arłukowicza z dziennikarzem, i wie o nich na tyle dużo, że postanawia złożyć na tę okoliczność zeznania w sprawie dotyczącej przecieku informacji do Rzepy? Zastanawiające i niepokojące. Bo funkcjonariusz przecież nie pobiegł do prokuratora z informacją, że widział posła w towarzystwie dziennikarza, to byłoby zdecydowanie za mało, żeby powiązać to z przeciekiem stenogramów Sobiesiaka.

Czy zatem CBA inwigiluje Arłukowicza? A może któregoś z autorów tamtego artykułu (Wybranowski i Gursztyn)? Zeznania funkcjonariusza są zastanawiające, trudno uwierzyć, że przypadkowo był świadkiem spotkania posła z dziennikarzem i błyskawicznie powiązał to z przeciekiem i zgłosił się do prokuratora, bo by się wygłupił. Wybranowski i Gursztyn rozmawiali nie raz z każdym posłem z komisji hazardowej, a w rozmowach takich nie ma nic podejrzanego. Jeśli więc funkcjonariusz uznał, że jest to temat dla prokuratora, musiał o tych rozmowach wiedzieć dużo więcej niż tylko, że miały miejsce. Skąd mógł coś o nich wiedzieć?

Tajemnicze zeznania funkcjonariusza CBA warto byłoby wyjaśnić, aby się upewnić, czy odzyskane przez Platformę Biuro nie "zapezpiecza" przypadkiem prac komisji i dziennikarskich śledztw w sposób, w jaki nie powinno.
 
***
 
Apdejt. "Polska" twierdzi, że chodzi o artykuł z 6 lutego i zeznania Sobiesiaka, tymczasem RadioZet zdecydowanie temu zaprzecza.

RadioZet: Bartosz Arłukowicz pod lupą prokuratury. Śledczy badają czy zasiadający w komisji hazardowej poseł Lewicy jest źródłem z niej przecieków - dowiedziało się Radio ZET. Podstawą do działań prokuratury są zeznania funkcjonariusza Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Ujawnił on kontakty posła z dziennikarzami jednej z gazet. Sprawa dotyczy wielu materiałów, które mogły wyciec z komisji, ale najprawdopodobniej nie Ryszarda Sobiesiaka.

Jeśli to RadioZet ma rację, i nie chodzi o ten jeden artykuł, ale o "wiele materiałów", to robi się jeszcze ciekawiej, bo to może znaczyć, że ktoś (poseł lub dziennikarz) był na cenzurowanym dłuższy czas, nie został przypadkowo, jednorazowo przyuważony na kontakcie z dziennikarzem.

Czy media zainteresują się tym wątkiem i sprawdzą - we własnym interesie - skąd funkcjonariusz CBA wiedział z kim i w jakiej sprawie spotykał się dziennikarz?