Agnieszka Kublik: Czy Blida chciała się zabić, czy doszło do szamotaniny z funkcjonariuszką i przypadkowego wystrzału? Dlaczego kula przeszyła ciało Blidy pod takim kątem, jakby była posłanka miała nienaturalnie wykręconą rękę?
W śledztwie trwającym już 2,5 roku jedynym podejrzanym jest były oficer ABW kierujący akcją w domu Blidy, prokuratura zarzuca mu niedopełnienie obowiązków. Postępowanie wobec dwóch innych funkcjonariuszy biorących udział w akcji zostało umorzone. Gdyby istniał choć cień szansy, cień cienia, że można komukolwiek zarzucić czynny udział w śmierci Blidy, prokuratura z pewnością by tego wątku nie zarzuciła. Ale to drobiazg jakim nie warto sobie zawracać głowy, gdy można wmówić czytelnikowi, że wersja z zabójstwem jest prawie tak samo prawdopodobna jak wersja samobójstwa. Trzeba się tylko trochę postarać, z pomocą anonimowego polityka, i jego anonimowego eksperta.
Agnieszka Kublik: Komisja śledcza zdziwiła się, gdy wczytała się w zeznania eksperta Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego. Zeznał: "Ołów znajdował się również w spłonce amunicji, której charakterystyczne cząsteczki ujawniono na dłoniach Barbary P. [funkcjonariuszki ABW]". Spłonka to mały ładunek inicjujący wybuch właściwego materiału wybuchowego. Pociski w rewolwerze Blidy miały spłonki z ołowiem. Jak cząstki ołowiu ze spłonki mogły trafiły na ręce funkcjonariuszki? - pytam posłów z komisji. Kryminolodzy, do których zwrócili się sejmowi śledczy, twierdzą, że jest tylko jedno wyjaśnienie: funkcjonariuszka musiała tej broni dotknąć. Barbara P. zeznała, że od dawna nie brała udziału w ćwiczeniach na strzelnicy. - Czyżby więc szarpała się z Blidą i doszło do tragicznego postrzału? Wtedy na dłoniach funkcjonariuszki osiadły cząsteczki ołowiu ze spłonki? - pyta sejmowy śledczy.
Nie dziwię się, że kryminolodzy na których się powołuje Kublik i jej tajemniczy informator wolą pozostać anonimowi. Pod nazwiskiem nikt by się raczej nie ośmieszał taką ekspertyzą. Chyba, że uznamy, że broń Blidy była jedynym na świecie egzemplarzem broni, w spłonce której znajdował się ołów. Wtedy, owszem, faktycznie jest tylko jedno wyjaśnienie: "funkcjonariuszka musiała tej broni dotknąć". W pozostałych przypadkach trzeba dopuścić też inne wyjaśnienie: funkcjonariuszka musiała dotknąć broni lub czegoś innego, na czym znajdował się ołów, taki jak w spłonkach.
Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury: W wyniku przeprowadzonej w tym zakresie ekspertyzy, biegły stwierdził, że na podstawie analizy ilościowej kulistych cząstek ołowiu można jedynie ustalić, że w pobliżu rewolweru w czasie wystrzału znajdowały się dłonie Barbary Blidy oraz szlafrok, w który była ona ubrana, w tej części, gdzie znajdowało się uszkodzenie po wystrzale. (...) Poddano je [pozostałości po wystrzale z broni palnej znalezione na dłoniach i kurtce funkcjonariuszki ABW] badaniu i na tej podstawie stwierdzono, że z całą pewnością nie pochodzą one z rewolweru Barbary Blidy.
Wielka szkoda, że Agnieszka Kublik nie dotarła do rzecznika prokuratury, ta informacja z pewnością byłaby dla czytelnika co najmniej równie interesująca, jak rozważania anonimowego polityka, powołującego się na anonimowego kryminologa. Ale za to trudniej byłoby mącić. A tak, można wyłącznie w oparciu o polityka, który się nawet wstydzi powiedzieć to pod nazwiskiem, sugerować, że funkcjonariuszka ABW być może osobiście pomogła Blidzie rozstać się ze światem.
Agnieszka Kublik: Proch, ołów ze spłonki, nitki, włos, zatarte odciski na rewolwerze, zadeptane ślady butów - to silne poszlaki, że strzał mógł paść w wyniku szamotaniny Blidy z funkcjonariuszką - podsumowuje nasz rozmówca. - Jeśliby tak było, to funkcjonariusze mogli wpaść w panikę i starali się zatrzeć ślady tego, co się naprawdę wydarzyło.
Tak się buduje nastrój grozy, nawet jeśli fakty się "trochę" nie zgadzają. Ale najlepsze jest to, że Kublik pewnie nawet nie zauważyła, że na początku swojego tekstu napisała coś, co bardzo nie pasuje do tego co chce czytelnikom zasugerować.
Agnieszka Kublik: [Blida] była wtedy w łazience. Reszta to przypuszczenia. Gdzie dokładnie była w tym czasie funkcjonariuszka ABW Barbara P., która miała jej pilnować? Czy w łazience - jak sama twierdzi? Czy w przedpokoju, na poręczy fotela - jak zeznał mąż Blidy?
Gdyby funkcjonariuszka ABW przyczyniła się - chcący lub niechcący - do śmierci Blidy, to czy nie skorzystałaby z tego, że mąż Blidy osobiście daje jej fałszywe alibi, i nie potwierdziła, że faktycznie gdy padł strzał ona siedziała w przedpokoju, na poręczy fotela? Skoro dzielny śledczy tak ładnie wszystko dziennikarce wytłumaczył, może i na to ma jakieś błyskotliwe wyjaśnienie. Inne niż to, że ta funkcjonariuszka to strasznie głupia jest. Najpierw zabiła Blidę, a potem, jak jej z nieba spadło alibi podsunięte przez samego męża ofiary, ta się upiera, że gdy padł śmiertelny strzał, była z ofiarą na miejscu zbrodni.
Po lekturze tego artykułu, większość czytelników będzie przekonana, że funkcjonariuszka ABW ma na rękach krew Blidy, jej koledzy pomogli zacierać ślady, a prokuratura nie umie dojść prawdy. I my byśmy jej też nie poznali, gdyby nie jeden przenikliwy (i skromny bo pragnący zachować anonimowość) poseł PO lub SLD. Oraz dziennikarka, która wie, że jak się chce, żeby się fajna hipoteza nie rozlazła, nie można zadawać trudnych pytań, tylko - zgodnie z tym jak sobie wyobrażał rolę dziennikarza były minister Ćwiąkalski - "wysłuchać i odnieść się ze zrozumieniem".


