Minister Sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski: Jak się okazało, w grudniu zeszłego roku minister Cichocki z Kancelarii Premiera wysłał pismo do CBA prosząc o objęcie nadzorem toczących się prywatyzacji. To stawia duży znak zapytania nad słowami wypowiadanymi przez byłego szefa CBA i nad tym na ile one wiernie oddają przebieg zdarzeń i faktów.
Nie przegapmy tych dwóch wypowiedzi, bo oddają one prawdziwe znaczenie tego co się teraz dzieje. W kilkudniowej już awanturze o rzekome kłamstwo Kamińskiego ws. tarczy antykorupcyjnej, czego dowodem mają być kolejne kwity wrzucane przez rząd, chodzi o coś dużo poważniejszego niż złapanie Kamińskiego za słówko. Nawet najgłupszy dziennikarz musi przecież rozumieć, że to co mu podsuwa rząd, co najwyżej potwierdza słowa Kamińskiego, który mówił "Na początku roku otrzymałem listę kilkuset przedsiębiorstw, które miały być prywatyzowane, z prośbą, aby przyglądać się tym przetargom" i na razie nikt nie przedstawił dowodu, że było inaczej. Tyle, że w medialnym linczu na Kamińskim wcale nie chodzi o tarczę antykorupcyjną. To po prostu jedyny sposób jaki Platforma znalazła na poradzenie sobie z tym, co Kamiński będzie miał do powiedzenia ws. swoich rozmów z Tuskiem, czy szerzej, ws. afery hazardowej.
O tym, że dzisiejsze wrzutki i grzanie tematu do granic wytrzymałości, ma w przyszłości posłużyć do zdezawuowania tego co Kamiński będzie miał do powiedzenia na temat całkiem inny, a dla Platformy dużo bardziej niewygodny, świadczy zarówno wypowiedź Grupińskiego, który się nawet nie sili na subtelność, jak i ministra sprawiedliwości, który już z góry podważa wiarygodność wiarygodność Kamińskiego w opisie "przebiegu faktów i zdarzeń". Kiedyś to się bardzo przyda, gdy Kamiński będzie opisywał inne "fakty i zdarzenia". Nawiasem mówiąc Kwiatkowski udowodnił właśnie, że jest godnym następcą ministra Czumy, on z góry zaświadczał o niewinności swoich partyjnych kolegów, Kwiatkowski z góry rozstrzyga o wiarygodności świadków mogących zaszkodzić partii, której zawdzięcza niespodziewany awans. A nad Czumą ma tę przewagę, że jeszcze może udawać apolitycznego fachowca.
Determinacja z jaką politycy, a przede wszystkim media, bo niestety to dziennikarze wzięli na siebie główny ciężar obrony władzy, wskazuje jak duży jest strach przed ostatecznym wynikiem zapowiadanej przez Platformę "walki o prawdę". Wypowiedź Grupińskiego to kolejna, po wypowiedzi Sekuły z góry wykluczającego konfrontację Tusk-Kamiński, wskazówka jak wielkie znaczenie dla Tuska ma wygranie walki o swoją wersję sierpniowego spotkania. Zważywszy na to, że w tej sprawie Tusk ma naocznego świadka a Kamiński nie, i jest przy tym od Kamińskiego dużo mocniejszy wizerunkowo, Kamiński musi mieć coś, co te przewagi Tuska przebija. Myślę, że odpowiedź jest w dokumentach z 12 i 14 sierpnia, z których dowiemy się co i o kim wiedział Tusk, gdy potem zrobił to co zrobił.
Co wiedział o Drzewieckim, Chlebowskim i Schetynie gdy się z nimi naradzał bez świadków? Co wiedział o Chlebowskim i Drzewieckim gdy ich zostawiał na stanowisku, jako jedyny warunek dając im zbajerowanie opinii publicznej na konferencji prasowej? Co wiedział o Chlebowskim i Drzewieckim gdy pozwalał im godnie odejść na własną prośbę i schować się w cieniu, ale ciągle przecież w partii? Co wreszcie wiedział o Schetynie, gdy przyjmując jego "prośbę o dymisję" deklarował stuprocentowe zaufanie? No i czego się dowiedział od swojego człowieka w CBA, że po tylu tygodniach od ujawnienia stenogramów jednak postanowił odstrzelić Chlebowskiego?
Nie ulega wątpliwości, że znalezienie haków na Kamińskiego jest od wielu tygodni priorytetem Platformy i jej medialnych sojuszników. Jeśli tyle osób, szukając tak długo, i z taką determinacją, znalazło tylko to co znalazło, to "walka o prawdę" z Kamińskim będzie piekielnie trudna bo albo jest tak czysty, że nic na niego nie ma, albo tak przebiegły, że przechytrzył pogoń.
Ale żeby nie było, że uciekam od meritum, czyli sprawy "tarczy antykorupcyjnej" i nowo odkrytych dowodów na jej istnienie, zwracam uwagę jak w praktyce wyglądało to, co we wczorajszym oświadczeniu opisał Cichocki.
TVP Info: Kierownicy najważniejszych resortów, w tym – Ministerstwa Skarbu Państwa, a także służb, w tym CBA – mieli wyznaczyć osoby odpowiadające za wzajemne kontakty w ramach tarczy. W notatce [Jacka Cichockiego] czytamy, że działania „polegają przede wszystkim na uzyskiwaniu przez funkcjonariuszy służb informacji (w miarę możliwości wyprzedzających) o osobach zaangażowanych w organizację przetargów lub prywatyzacji, w tym członkach komisji przetargowych, o zatrudnionych firmach doradczych oraz o potencjalnych kontrahentach.
Kwity wyciągnięte do tej pory przez media pokazują jak "tarcza" funkcjonowała w praktyce. Kierownictwo Ministerstwa Skarbu Państwa miało wyznaczyć osoby odpowiedzialne za kontakty w ramach tarczy. Taką osobę w Agencji Rozwoju Przemysłu, odpowiedzialnej za przetargi stoczniowe, wyznaczono dopiero 29 maja 2009 (!) i to tylko dlatego, że Kamiński się o to upomniał.
MSP do ARP (29 maja 2009): W związku z wnioskiem skierowanym do Ministra Skarbu Państwa przez Pana Mariusza Kamińskiego Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego zwracam się z uprzejmą prośbą o wyznaczenie w Agencji Rozwoju Przemysłu osoby, która będzie odpowiedzialna za kontakty robocze z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym.
29 maja było już po stoczniowych przetargach. Jeśli dopiero wtedy CBA zwracało się do MSP o wyznaczenie w ARP osoby do roboczych kontaktów, to coś w tej "tarczy" baaardzo nie zadziałało. Najwyraźniej wbrew temu co wczoraj usłyszeliśmy, kierownictwo MSP nie dopełniło obowiązku wyznaczenia osoby odpowiedzialnej, a CBA zaczęło ochraniać przetarg dopiero po tym jak się skończył. Tylko gdzie przez cały ten czas był koordynator "tarczy antykorupcyjnej", który z comiesięcznych raportów przesyłanych mu podobno przez wszystkie służby biorące udział w "tarczy", dawno powinien się zorientować, że w sprawie przetargu, którego ochronę podobno osobiście, wyraźnie i wprost zlecił, od miesięcy nic się nie dzieje? Myślicie, że w dokumentach, które w tym tygodniu ujawni rząd znajdą się jakieś monity Cichockiego do CBA ws. stoczniowych przetargów?
Na miejscu Jacka Cichockiego uważałabym więc z przekonywaniem, że "tarcza antykorupcyjna" była poważnym projektem. A nuż się znajdzie ktoś kto zapyta co robił jej koordynator, że nie wypaliła. Grad dwa miesiące wysyłał Kamińskiemu listę prywatyzacji, o którą Kamiński sam musiał wcześniej prosić, a CBA jeszcze w maju musiało się dopraszać o wyznaczenie osoby do kontaktu w ARP. Najwyraźniej jednak Cichocki uparł się udowodnić, że "tarcza" była ważnym i poważnym projektem, tylko on się tragicznie nie sprawdził jako jej koordynator i wszystko zawalił. Niech mu będzie. Tyle, że Tuskowi to wcale nie pomaga bo jako szef Cichockiego jest współodpowiedzialny za jego zaniedbania ws. "tarczy".
Minister Sprawiedliwości podważa wiarygodność świadka



'Jak podaja portal tvn24.pl w dokumentach nie padają nazwy stoczni w Szczecinie i Gdyni, ale paść nie mogły. Dokumenty dotyczą roku 2008, a przetarg odbywał się w tym roku. Padają jednak słowa, że monitorowane mają być "duże przetargi publiczne". "
Ale popatrz - ten nocny news z rzekomym kłamstwem Kamińskiego nagle na dziennik.pl jest na 2 stronie. Jak myślisz, dlaczego?
http://www.dziennik.pl/polityka/article466869/CBA_realizowalo_tarcze_antykorupcyjna.html