MCSI - spółka z o.o. i spółka akcyjna, w obu jest prezesem jednoosobowego zarządu. MCSI sp. z o.o. według informacji na jej stronie "świadczy usługi na każdym etapie realizacji projektu informatycznego, począwszy od doradztwa, aż po jego realizację", a wśród swoich klientów wymienia liczne instytucje publiczne (6 ministerstw, NBP, inne urzędy).
CeBIP - spółka z o.o., w niej również jest prezesem, wiceprezesem jest Ryszard Grytner, który jest także właścicielem innej firmy zajmującej się informatyczną obsługą podmiotów sektora administracji publicznej - Administration and Business Consulting (ABC). W notce biograficznej Ryszarda Grytnera na stronie CeBIP czytamy, że jest on "współtwórcą przepisów wykonawczych do ustawy o dostępie do informacji publicznej", niestety, nie wiadomo jako kto tworzył te przepisy wykonawcze bo raczej nie jako Sekretarz Miasta Siedlce czy Dyrektor Generalny Urzędu Wojewódzkiego w Siedlcach, a to jedyne funkcje związane z administracją publiczną jakie wymienia w notce. A skoro nie tworzył ich "z urzędu", to robił to zapewne jako niezależny zewnętrzny ekspert. Z uwagi na to czym się zajmują firmy w których zarabia chętnie poznałabym bliższe szczegóły - które przepisy wykonawcze i w jakim charakterze współtworzył, aby mieć pewność, że proces tworzenia prawa był całkowicie przejrzysty a przyszły właściciel firmy żyjącej z BIPu nie miał wpływu na to jak powstawały przepisy określające jak BIP ma wyglądać i jakie parametry spełniać. Byłby to bowiem jaskrawy przykład konfliktu interesów.
Krajowe Centrum Kompetencji - fundacja, której założycielem i prezesem jest Konrad Wojterkowski. Powstała dopiero w kwietniu 2007 roku ale idzie jak burza, gromadząc wokół siebie znakomite postaci i organizacje, a i przez władzę jest traktowana nad wyraz życzliwie, co zresztą wpędziło ją w spore kłopoty gdy splagiatowała cudzą ankietę i namówiła Ministerstwo Pracy do podpisania się pod listem z prośbą o wypełnienie jej, co zostało oprotestowane przez inne organizacje a ministerstwo do dzisiaj nie umie się sensownie wytłumaczyć z tej dziwnej współpracy.
Tyle wprowadzenia. Teraz do rzeczy. Gdy przeczytałam o "tajemniczym milionerze" odwiedzającym z urodzinowym bukietem naszego drogiego premiera przypomniałam sobie artykuł z Rzeczpospolitej sprzed roku opisujący aferę-nieaferę, która choć zapowiadała się sensacyjnie szybko ucichła i wydaje się jakby nikt nie był zainteresowany wyjaśnieniem jej do końca. A najmniej sami poszkodowani. Niestety, jako matoł informatyczny nie wszystko rozumiem więc ograniczę się do obszernych (ale mocno wybiórczych) cytatów.
Rzeczpospolita: 1 lipca [2008] wchodzi w życie rozporządzenie, które nakłada na gminy, starostwa i urzędy wojewódzkie obowiązek montażu programu do elektronicznego obiegu dokumentów. Od tego czasu dzienniki urzędowe wojewodów – w których umieszczane są m.in. uchwały rad gmin – muszą być publikowane w formie elektronicznej. Stosowne rozporządzenie przygotowało MSWiA pod kierownictwem Grzegorza Schetyny. Problem w tym, że na zakup programu urzędy będą miały tylko dwa miesiące. Minister podpisał rozporządzenie 30 kwietnia, a od 1 lipca zacznie ono obowiązywać. To oznacza, że gminy i urzędy wojewódzkie muszą wtedy je mieć już kupione i wdrożone.(...) Firmy informatyczne, czekając, aż rozporządzenie będzie podpisane, wstrzymywały się z przygotowaniem programów. Z informacji „Rz” wynika, że tylko CeBIP z Warszawy ma prawie gotowy program i przedstawił urzędom propozycję zakupu. – Taka oferta do nas wpłynęła – mówi Mariusz Madejczyk, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Informatyki w Białymstoku. (...) Ten, kto go sprzeda, zarobi duże pieniądze. W Polsce jest 16 województw, 314 starostw i 2543 gminy. Z prostego rachunku wynika, że tylko na sprzedaży programu firma może zarobić ok. 6 mln zł. – Edytor może kosztować do 2 tys. zł dla jednego podmiotu, i to w podstawowej wersji – przyznaje Ryszard Adam Grytner, wiceprezes CeBIP. Wyjaśnia, że jego firma prowadzi zaawansowane prace nad systemem do elektronicznej obróbki aktów prawnych. – Firmy, które nad tym nie pracowały, na przygotowanie takiego programu w wersji podstawowej będą potrzebowały nawet pół roku. A tego typu systemy muszą być stale rozwijane i dostosowywane do potrzeb – mówi „Rz”. Potwierdza, że MSWiA, tworząc warunki, jakim ma odpowiadać program, wykorzystało rozwiązania jego firmy, bo w 2006 r. CeBIP wprowadził pilotażowy program do obróbki i publikacji aktów prawnych dla Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego. ("Jak zarobić na uchwałach", Rz, 9 maja 2008)
Artykuł jest trochę niedopracowany, dziennikarze nie zadali paru oczywistych pytań, nie zweryfikowali paru istotnych informacji, całość sprawia wrażenie niedokończonego śledztwa. Artykuł spowodował spore zamieszanie, dziennikarzom zarzucano nierzetelność a szefowie CeBIP Wojterkowski i Grytner w dość ostrym oświadczeniu oskarżyli ministerstwo o kradzież swojej własności intelektualnej (co ciekawe, Grytner komentujący sprawę do artykułu chyba nie był taki ostry bo dziennikarze przecież nie opuściliby jego wypowiedzi o kradzieży praw autorskich gdyby o całej sprawie mówił w tonie poniższego oświadczenia).
Oświadczenie CeBIP: W imieniu firmy CeBIP niniejszym oświadczamy, że nie wyrażaliśmy i nie wyrażamy zgody na włączenie pliku xsd zawierającego schemat XML aktu prawnego (...) MSWiA nie podjęło z nami do dnia dzisiejszego stosownych rozmów w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji i usunięcia istotnych błędów rozporządzenia. (...) Dotychczasowe działania Ministerstwa naruszają prawa autorskie jak również godzą w dobre imię firmy CeBIP. W związku z powyższym złożona została skarga do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji na działania Departamentu Informatyzacji MSWiA, której treść podajemy do publicznej wiadomości. Informujemy ponadto, że firma CeBIP nie dostała nigdy żadnego zamówienia ani też innego zlecenia z MSWiA, a informacje jakie ukazały się w mediach na ten temat są nieprawdziwe. (...) Wiedząc o tym, że wchodzi obowiązek „elektronizacji aktów i dzienników”, staraliśmy się do tego odpowiednio przygotować, tak aby na czas zdążyć z ofertą. Podjęliśmy normalne w takiej sytuacji ryzyko gospodarcze. Przecież nikt nie bronił innym firmom także prowadzić prac nad oprogramowaniem tego typu. (...) Jednocześnie wyrażamy przekonanie , że zaistniała sytuacja zostanie pozytywnie wyjaśniona, a jako firma specjalizująca się w tworzeniu oprogramowania dla administracji publicznej, deklarujemy gotowość współdziałania z MSWiA w wypracowywaniu jak najlepszych rozwiązań w tym zakresie.
O tym dlaczego sprawa jest ważna i poważna tłumaczył na swoim blogu Piotr Waglowski, prawnik specjalizujący się w tematyce.
Vagla.pl: Te "techniczne wersety" w przyjmowanych, publikowanych i wchodzących w życie aktach prawnych mają realny wpływ na prawa i obowiązki obywateli. Same w sobie mogą być oceniane jako gwałt na uczciwej konkurencji, jako rozwiązania dyskryminujące, etc., przy których "afera Rywina" to "małe miki". Ale nie koniecznie musi być tak, że ktoś celowo wepchnął do rozporządzenia adres prywatnie prowadzonego serwisu (nawiasem mówiąc: wyobraźcie sobie, że w rozporządzeniu wykonawczym wydanym przez jakiegoś ministra do jakiejś ustawy, a opublikowanym w Dzienniku Ustaw, czytacie, że "prawa i obowiązki obywateli znajdują się pod adresem http://prawo.vagla.pl/prawa_obywateli.txt" - to jest sytuacja bardziej niż abstrakcyjna, której sam nie potrafię objąć umysłem). Przyczyny mogą być inne: brak gospodarza, brak koordynacji, niechęć do przyjmowania odpowiedzialności, etc...
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych: Przedmiotowe rozporządzenie, jak i załączona do niego schema, przekazana uprzednio przez Sejm, zawierały pewne błędy. W związku z powyższym jeszcze przed wejściem w życie znowelizowano przedmiotowy akt odraczając tym samym datę jego obowiązywania do dnia 1 stycznia 2009 r. Osiągnięty w ten sposób czas poświęcono na dalsze prace, które w efekcie pozwoliły na wydanie w dniu 23 grudnia 2008 r. nowelizacji wyżej wymienionego rozporządzenia. Przedmiotowy akt prawny w obecnej formie pozbawiony jest uprzednio rozpoznanych błędów. Odnośnie praw autorskich dotyczących schemy należy podkreślić fakt, iż przedmiotowy schemat został przekazany Departamentowi Informatyzacji przez Sejm, w związku z czym MSWiA nie miało wyraźnych podstaw by mieć jakiekolwiek wątpliwości co do jego praw autorskich, a co za tym idzie działało w przekonaniu, iż kwestia ta jest odpowiednio zabezpieczona.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych: W trakcie uzgodnień międzyresortowych nad rozporządzeniem zaistniała kwestia umieszczenia w postaci załącznika tzw. schemy XML - opisującej strukturę dokumentu elektronicznego. Przyjęta została wersja, będąca wynikiem połączenia rozwiązań wypracowywanych w różnych instytucjach, zawierająca błędy o charakterze technicznym. Z pełną determinacją wyjaśniane są wszelkie niejasności dot. prawidłowego przebiegu prac legislacyjnych związanych z przedmiotowym rozporządzeniem.
Ale widać przez kolejne miesiące skontrolowali dokładniej i okazało się, że to jednak z Sejmu przyszło podkradzione. Wracajmy zatem do najnowszego oświadczenia ministerstwa. Rzeczniczka ministerstwa z dumą informuje, że w grudniu 2008 wydano znowelizowane rozporządzenie, już pozbawione poprzednich błędów. Znalazłam w internecie notatkę z pewnego spotkania w ministerstwie poświęconego - o ile dobrze zrozumiałam - właśnie tej nowelizacji. Sądząc po dacie spotkania, było to jedno z ostatnich przed nowelizacją. Temat spotkania wskazany w notatce to "Spotkanie ekspertów ws. opracowania rekomendacji dot. elektronicznej postaci aktów prawnych". W spotkaniu wzięło udział 9 ekspertów - 3 z MSWiA, 3 z Wolters Kluwer, 1 z Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego, a także Ryszard Grytner reprezentujący ABC i Krzysztof Radziński reprezentujący CeBIP. Wygląda więc na to, że w spotkaniu ekspertów poświęconym nowelizacji rozporządzenia według którego tworzone będą programy komputerowe wzięli udział - w charakterze ekspertów - przedstawiciele jednego tylko potencjalnego oferenta (Grytner jest właścicielem ABC i wiceprezesem CeBIP), i nawet dostali jakieś zadanie ("Pan Ryszard Grytner wraz z Panem Krzysztofem Radzimskim zobowiązali się, iż w możliwie krótkim czasie przedstawią propozycje rozbudowy schematu „sejmowego” o specyfikę struktur aktów prawa miejscowego").
Co ciekawe, w załączonej do projektu nowelizacji "Ocenie skutków regulacji" wymienione są podmioty z którymi konsultowano założenia projektu rozporządzenia ale nie ma tam mowy ani o CeBIP, ani o ABC (ale Wolters Kluwer jest wspomniany). No i jeszcze jedna ciekawostka. W uzasadnieniu do znowelizowanego rozporządzenia, z którego całkowicie usunięto Załącznik nr 4 z nieszczęsną schemą podano takie uzasanienie "Zmiana rozporządzenia (...) wynika przede wszystkim z konieczności wyłączenia z rozporządzenia znaczników nowelizacyjnych (...) Zamieszczenie w Załączniku nr 4 ww rozporządzenia regulacji o charakterze ściśle technicznym nie było praktycznym rozwiązaniem. Takie uregulowania są zasadne wyłącznie w sytuacji gdy postęp techniczny nie wymusza stałych zmian". Wygląda więc na to, że schema CeBIPu wstawiona do pierwszej wersji rozporządzenia była tam nie tylko zbędna ale wręcz niepraktyczna. Kto i po co więc ją tam wstawił?
Podsumowując. W ministerialnym rozporządzeniu znajduje się schema opracowana przez prywatną firmę, która to okazuje się być jedyną firmą przygotowaną do ruszenia z ofertą w momencie wejścia w życie rozporządzenia. Wybucha afera i ministerstwo przygotowuje nowelizację rozporządzenia, w pracach aktywny udział biorą przedstawiciele firmy, która wspomnianą schemę kiedyś stworzyła ale w toku prac okazuje się, że w rozporządzeniu jest ona nie tylko zbędna ale wręcz niepożądana jako niepraktyczna.
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Być może informatyka to dziedzina inna niż wszystkie i inne się do niej stosują standardy ale jeśli rozporządzenie określające jakie standardy mają spełniać programy komputerowe zamawiane przez administrację publiczną jest przygotowywane przy aktywnym udziale jednego tylko potencjalnego dostawcy, którego przedstawiciele występują jako eksperci, to coś tu nie gra. W jednym z komentarzy Piotr Waglowski pisał "Ministerstwo ma "poprawić" rozporządzenie. W tej sytuacji zastanawiam się, czy schema, która będzie opublikowana w nowym rozporządzeniu (o ile będzie tam schema), nie będzie po prostu schemą napisaną - tym razem przez COM-PAN s.c.". Nie wiem co to jest ta schema ale jeśli jej znaczenie jest tak duże jak pisze Waglowski to dobór ekspertów pracujących nad ostateczną wersją tej schemy musi być superprzejrzysty. Bo jeśli teraz CeBIT lub ABC wygrają jakiś przetarg na oprogramowanie oparte o to rozporządzenie to Grytner nie będzie mógł tłumaczyć, że oni tylko "podjęli ryzyko gospodarcze" i że każdy mógł sobie zawczasu pracować nad programem, żeby w momencie wejścia w życie rozporządzenia mieć gotową ofertę. Przecież jeśli Grytner był w jakikolwiek sposób zaangażowany w konsultowanie pierwszego, pechowego, rozporządzenia to jego wypowiedzi dla Rzepy brzmią jak żart. Nie wiem czy był, nie wiem też czy którakolwiek z firm, z którymi jest związany wystartuje w przetargu lub w jakiś sposób skorzysta na tym co on wypracował w zespole ekspertów ale nie podoba mi się taki tryb pracy nad prawem.
Oczywiście mam swoje hipotezy ale się z nimi na razie wstrzymam. Bardzo mi przeszkadza, że nie do końca rozumiem o czym piszę i dlatego nie będę tu snuć hipotez ale bardzo jestem ciekawa kto będzie najlepiej przygotowany do rzucenia na rynek produktów spełniających warunki nowego rozporządzenia i kto na nim najlepiej wyjdzie. Dziwię się, że dziennikarze Rzepy nie pociągnęli tematu, przecież dopiero po oświadczeniu CeBIPu stał się naprawdę ciekawy.
Rzeczpospolita "Jak zarobić na uchwałach"
Oświadczenie CeBIP po artykule w Rzeczpospolitej
Strona MCSI
Strona CeBIP
Strona ABC
Strona KCK
Notatka ze spotkania ekspertów w ministerstwie
Blog Vagla.pl - dział e-government
Bloga Vagla.pl - dział informatyzacja
O współpracy KCK z ministerstwem - awantura o podkradzioną ankietę
O współpracy KCK z Ministerstwem - pytania i odpowiedzi



Nie wyszedł Ci poprzedni post o ministrze Czumie, więc teraz starasz się rozwodnić przegraną Zbigniewa Ziobry w debacie z Różą Thun postem o spiskowej teorii dziejów. Debata Ziobro-Thun jeszcze się nie odbyła, ale Ziobro już przegrał z kretesem dwukrotnie podając głupie wymówki - dziś zasłonił się prokuraturą! Nawet wyborcy PiS wiedzą doskonale, że Róża Thun była aktywną orędowniczką przystąpienia Polski do Unii pięć lat temu i w konfrontacji z jej doświadczeniem kulturą i wiedzą podczas ewentualnej debaty, Ziobro straciłby nie "pół Krakowa", ale wszystko.
Kataryna w ramach zasłony dymnej proponuje doszukiwać się przekrętu w rozporządzeniu, którego - jak samam przyznaje - nie rozumie.
Pozdrawiam